Wtorek 10 Grudnia 2019r. - 344 dz. roku,  Imieniny: Danieli, Bohdana, Julii

| Strona główna | | Mapa serwisu 

dodano: 19.12.12 - 10:47     Czytano: [1522]

Nagrodzone za film „Pogarda”





Publicystka „Gazety Polskiej” i „Gazety Polskiej Codziennie” Joanna Lichocka oraz Maria Dłużewska odebrały dziś nagrodę główną Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, nazywaną polskim Pulitzerem, za film „Pogarda”. Wyróżnieni zostali także dziennikarze „GP” Leszek Misiak i Grzegorz Wierzchołowski w kategorii dziennikarstwo śledcze, tzw. kategorii Watergate. Nasz publicysta Bronisław Wildstein, został wyróżniony w kategorii „publicystyka”.







- Jest to ogromny sukces środowiska „Gazety Polskiej”. Nagrody otrzymali dziś dziennikarze, którzy walczą o prawdę o katastrofie smoleńskiej – skomentował sukces swoich dziennikarzy redaktor naczelny „GP” i „GPC” Tomasz Sakiewicz.

W swoim wystąpieniu Maria Dłużewska stwierdziła, że ta nagroda należy się bohaterom filmu „Pogarda” - rodzinom ofiar katastrofy smoleńskiej. W tym momencie obecni na sali – Andrzej Melak, Ewa Błasik, Ewa Kochanowska, Magdalena Merta i Jacek Świat zostali przywitani brawami. Jak dodała Dłużewska, 20 tys. nagrody od SDP zostaną przeznaczone na realizację filmu Antoniego Krauzego o katastrofie smoleńskiej. Z kolei jak dodała Joanna Lichocka – sukcesu filmu „Pogarda” nie byłoby bez „Gazety Polskiej”, która jako jedyna nie bała się pokazać ten film.

Leszek Misiak i Grzegorz Wierzchołowski, którzy jako pierwsi dziennikarze śledczy zajęli się katastrofą smoleńską, zostali uhonorowani za książkę "Musieli zginąć". Publikacja ta mimo krótkiego, trzymiesięcznego okresu sprzedaży rozeszła się w prawie 40 tysiącach egzemplarzy.

Nasi dziennikarze zostali odznaczeni podczas jubileuszowej XX edycji konkursu SDP, do której zgłoszono 323 prac opublikowanych w polskiej prasie, radiu, telewizji oraz internecie. Pomysł na nagrody dla dziennikarzy pojawił się 1989 r., kiedy SDP mógł rozpocząć oficjalną działalność. Już rok później rozdano pierwsze wyróżnienia.

Niestety, w 1992 r. Stowarzyszenie Dziennikarzy PRL (które zmieniło nazwę na Stowarzyszenie Dziennikarzy RP) zawłaszczyło sobie prawa do nagradzania dziennikarzy i przyznawała m.in. nagrodę im. Prusa. Wówczas SDP postanowiło zmienić formułę swoich wyróżnień. Ówczesnemu prezesowi Maciejowi Iłowieckiemu udało się zdobyć fundusze z USA, co pozwoliło na powstanie polskiego Pulitzera. Początkowo koncentrowano się głównie na promocji dziennikarstwa informacyjnego. Z czasem zaczęto przyznawać nagrody w coraz to nowych kategoriach.

W ubiegłym roku główną nagrodę Wolności Słowa przyznawaną za publikacje w obronie demokracji i praworządności, demaskujące nadużycia władzy, korupcję, naruszanie praw obywatelskich i praw człowieka otrzymała dziennikarka „Gazety Polskiej” Anita Gargas. Nasza redakcyjna koleżanka została uhonorowana za reportaż „Katastrofa smoleńska” wyemitowany w „Misji Specjalnej” w programie 1 TVP we wrześniu 2010 r.

Niezależna.pl



Z Joanną Lichocką o filmie „Pogarda” rozmawia Błażej Torański – STOWARZYSZENIE DZIENNIKARZY POLSKICH

Joanna Lichocka. Publicystka „Gazety Polskiej" i „Gazety Polskiej Codziennie", prowadzi rozmowy telewizyjne na portalu vod.gazetapolska.pl. Jest współautorką i autorką filmów dokumentalnych „Mgła”, „Pogarda” i „Przebudzenie”, które powstały po katastrofie smoleńskiej, a które ze względu na krytykę rządzących są objęte nieoficjalnym zakazem emisji w TVP i telewizjach komercyjnych. Filmy docierają do odbiorców za pośrednictwem drugiego obiegu - płytek dołączanych do Gazety Polskiej, Internetu i organizowanych w całej Polsce pokazów. Jest dziennikarką od dwudziestu lat, debiutowała w 1991 roku w „Tygodniku Solidarność”. Pracowała m.in. w telewizji Polsat, Puls, TVP, „Dzienniku” i „Rzeczpospolitej”. Absolwentka polonistyki na Uniwersytecie Warszawskim i podyplomowych studiów literacko-artystycznych na Uniwersytecie Jagiellońskim.

Co czułaś, widząc w telewizji w ubiegłym roku, jak Paweł Graś przeprasza po rosyjsku OMON - po kradzieży kart kredytowych Andrzeja Przewoźnika?

Pamiętam bezsilność, że nikt w telewizji – jednej, drugiej czy trzeciej – nie może napisać na pasku, powiedzieć czy pokazać, jaki to jest straszliwy skandal. Teraz zresztą wiemy znacznie więcej – ale myślę, że rządzący część z tej wiedzy mieli już wtedy – o tym jak Rosjanie potraktowali ciała ofiar, jak przeprowadzali sekcje, jak niszczono wrak. Te przeprosiny po rosyjsku rzecznika były nie tylko aktem korzenia się rządu przed stroną rosyjską, były upokorzeniem rodzin ofiar katastrofy, ale też po prostu oglądających to zwykłych Polaków.

Nie miałaś poczucia, jakby wypowiadał się rzecznik rządu namiestnikowskiego, a nie niepodległej Rzeczpospolitej?

Miałam raczej poczucie, że wypowiada się błazen. Z trudem między zdaniami przełykał ślinę, bo chyba zdawał sobie sprawę z tej maskarady. Przyznam, że trudno mi traktować ministra Pawła Grasia jak poważnego człowieka. Był wielokrotnie przyłapany na kłamstwie, także w filmie „Pogarda” pokazujemy do czego jest zdolny, i że nie ma właściwie żadnych granic manipulacji, do których nie umiałby się posunąć. Przypomnę, że nie tak dawno okazało się, że mataczył wraz z żoną przed sądem w sprawie prawdziwości swych podpisów na dokumentach pewnej spółki. Mimo to pozostał w składzie rządu, jest symbolem stylu komunikacji, jaki obecna władza przyjęła. Mijanie się z prawdą, manipulacja, kpina, niekiedy oszczerstwo – to wiodące elementy tego stylu. Wracając do tamtej konferencji, wtedy po raz pierwszy tak jasno zaprezentowano - obok błazenady rzecznika - że rząd Donalda Tuska po prostu nie jest zainteresowany upominaniem się o godność ofiar katastrofy smoleńskiej i ich rodzin.

Kiedy wpadłaś na pomysł nakręcenia tego obrazu?

Wcześniej, w drugiej połowie 2010 roku, realizowałyśmy z Marią Dłużewską „Mgłę”. W tym samym czasie Paweł Graś przepraszał i kłamał w Radiu Zet, a Donald Tusk brutalnie traktował rodziny na spotkaniach. Wtedy zrodził się pomysł, że trzeba o tym opowiedzieć. I pomyślałam, że to musi być film pod tytułem „Pogarda”.

Masz na myśli reakcję premiera na pytanie Ewy Kochanowskiej, wdowy po rzeczniku praw obywatelskich Januszu? Zapytała „Czy mamy powody do tego, żeby się czegoś obawiać?” po tym, jak w Parlamencie Europejskim Vytautas Landsbergis ostrzegł jej córkę: „Niech pani się wystrzega wypadku samochodowego”.

Chociaż Ewa Kochanowska opowiedziała premierowi tę historię, powtórzyła słowa byłego prezydenta Litwy, znającego metody sowieckich służb, Donald Tusk zareagował agresywnie. Odparł, że nie zamierza odpowiadać na takie pytania, twierdził, że są oburzające. Wyraźnie, i słychać to w nagraniach, stracił panowanie nad sobą. A Paweł Graś potem w Radiu Zet kłamał, że Ewa Kochanowska pytała premiera, czy wydał rozkaz jej zamordowania. Ta pogarda widoczna była – i jest zresztą dotąd widoczna – niemal każdego dnia. Gdy tylko zakończyły się prace nad „Mgłą” wiedziałam, że trzeba zrobić kolejny film. Z marszu nagrałyśmy Jacka Świata, Ewę Mertę, Ewę Kochanowską, Małgorzatę Wypych, Ewę Błasik, Andrzeja Melaka. Zdaje się, że we wrześniu ubiegłego roku po raz pierwszy pokazaliśmy „Pogardę”.

To film o obronie godności, ale jest to także anatomia brutalności władzy w stosunku do rodzin ofiar. To zapis kłamstw i medialnych manipulacji.

To wszystko starałyśmy się pokazać. Prosiłam koleżankę, aby dokumentowała medialne wypowiedzi tego typu. Było ich mnóstwo, w filmie wykorzystałyśmy tylko małą ich część.

Jak słynną wypowiedź Janusza Palikota, którą portale i gazety dawały na czołówkach: „Gosiewski żyje. Widziano go na peronie we Włoszczowej”.

Janina Paradowska nawoływała: „dosyć dyktatu wdów smoleńskich”. Nie tylko politycy zapisali się zupełnie haniebnymi wystąpieniami. Wypowiedzi publicystów były niemniej porażające.

Ale czy rzeczywiście wypowiedzi Grasia i Palikota, to zwykła błazenada? Nic więcej, aniżeli cyniczna gra?

Oczywiście w otoczeniu Tuska są fachowcy od manipulacji, którzy na zimno układają tę „narrację”. Taka agresywna retoryka ma odwrócić uwagę od odpowiedzialności między innymi Donalda Tuska za doprowadzenie do okoliczności, w których mogła wydarzyć się ta katastrofa i za to wszystko, co działo się po niej. Lęk przed tą odpowiedzialnością przykrywa się agresją.

Ewa Kochanowska przywołuje, że już książę Adam Czartoryski zaobserwował w Polsce dwie partie: osób, które chcą Polski wolnej i niepodległej i tych, którzy wolą zależność od mocarstwa. „Pogarda” wybija kłamstwa polityków spójne z rosyjską wersją wydarzeń. Kiedy minister Jerzy Miller powiada, że nic mu nie wiadomo, aby strona rosyjska niszczyła dowody, obraz pokazuje piły przecinające wrak Tupolewa.

Trzeba pamiętać, że opowiadałyśmy to rok temu, kiedy nie było jeszcze ekshumacji, nie wiedzieliśmy o zamianie ciał. Te fakty przykrywano, a ludzi, którzy o nich przebąkiwali, nazywano wariatami. O dążeniach rodzin do godnego pochowania bliskich, prawa Antygony, mówiono z pogardą, wyśmiewano je. Po Smoleńsku zostaliśmy zalani kłamstwami, ale spleciono je z pogwałceniem najbardziej podstawowych praw cywilizacji. Dlatego najważniejszym dziś celem niezależnych mediów i takich filmów, jak „Pogarda”, jest obrona prawdy i godności. Na wielu płaszczyznach, w wielu dziedzinach. Inaczej dominować będzie przekaz, który symbolizuje wykrzywiona, błazeńska gęba Grasia.

Kazimierz Kutz kilkanaście dni po katastrofie irytuje się. Mówi, że żałoba minęła. Że noszenie żałoby to maniery Mao Tse-tunga. Że czuje się, jak w mauzoleum Lenina.

Tak, te słowa padły, gdy od śmierci 96 przedstawicieli polskich elit nie minął nawet miesiąc. Ale tak właśnie wygląda propaganda establishmentu III RP, nic się w tej mierze nie zmieniło, wystarczy włączyć TVN. Elity III RP przeraziły się, że katastrofa smoleńska przebudzi Polaków i naród dostrzeże, jaką ściemą jest ta niby „nowoczesna, europejska” Polska. Zbudowano więc system pogardy wobec rodzin smoleńskich i tych wszystkich, którzy upominają się o prawdę i ośmielają się pytać o odpowiedzialność rządzących.

Jacek Świat, wdowiec po posłance PiS Natalii, uważa, że dawne, ukształtowane w PRL elity, strzegą zazdrośnie swojej pozycji.

Przerażona jest – w największym skrócie – postkomuna. W ostatnich latach czy nawet dniach widać, jak niektórzy dawni działacze opozycji, przystępując do paktu współpracy z ludźmi dawnego reżimu komunistycznego, muszą płacić wysoką tego cenę. Mam wrażenie, ze coraz wyższą - posuwają się do czynów, których wcześniej pewnie by nie zrobili.

Co masz na myśli?

Mówiąc popularnie - stanęli po ciemnej stronie mocy. W „Pogardzie” widać to po nieludzkim traktowaniu Ewy Kochanowskiej czy Jacka Świata. Ten ostatni opowiada, jak przez pół roku od śmierci żony nie czytał gazet i nie oglądał telewizji, nie interesował się tym, co się działo w polityce. Po pół roku na placu Solnym we Wrocławiu poszedł pod tablicę poświęconą żonie, by położyć kwiaty. Dopadła go czereda młodych lemingów, napuszczonych przez media i władzę. Przeżył szok, że można z niego drwić, z jego żałoby, ze śmierci żony. Okazuje się, że można. Pokazywał to i Janusz Palikot, i Paweł Graś, i Donald Tusk.

Premier mówił, że nie chce, aby rodziny wykorzystywały spotkanie z nim do rozstrzygania roszczeń finansowych! Jacek Świat nie miał już ochoty na takie spotkanie: „Po co się spotykać z człowiekiem, który mnie obraził?” – pyta.

Dokładnie. Okazuje się, że cena paktu ze złem ma daleko idące konsekwencje moralne. Władysław Frasyniuk opowiada dzisiaj, że Jarosław Kaczyński podpisał lojalkę. Tym samym powtarza to, co Marek Barański i Jerzy Urban głosili w latach 90., wypełniając instrukcję byłego pułkownika SB Jana Lesiaka. Proszę zobaczyć: Frasyniuk realizuje spóźnione instrukcje starej SB – czyż trzeba bardziej wymownego symbolu?

Ale czy córka Janusza Kochanowskiego powinna się bać?

Mam nadzieję, że nie, bo nie żyjemy ani na Ukrainie, ani w Rosji, gdzie giną ludzi upominający się o prawdę. Mam nadzieję, że śmierci tych osób, które były aktywne w wyjaśnianiu przyczyn katastrofy smoleńskiej - albo mogły być w tej sprawie ważnymi świadkami - są przypadkowe. Wierzę, że nie mamy jeszcze w Polsce wschodnich standardów. Choć to, jak potraktowano ciała ofiar pokazuje coś innego.

Andrzej Melak wspomina o identyfikacji ciał, ubrudzonych ziemią, zalanych krwią. Kiedy ktoś zwrócił na to uwagę, Rosjanin wyjął butelkę z wodą i zaczął myć zwłoki.

Nie wiedziałyśmy jeszcze wtedy, że w ciele co najmniej jednej z ofiar zaszyto w brzuchu to, co było na stole: kawałki drewna, błota, chirurgiczne rękawiczki. Ciało włożono do plastikowego worka i w zalutowanej trumnie wysłano do Polski. Wyszło to na jaw podczas sekcji zwłok po ekshumacji. Napisałam w jednym z tekstów, że Ewa Kopacz, która tak gorliwie zapewniała o staranności polskich i rosyjskich patomorfologów, będzie już zawsze miała obok siebie gumowe, chirurgiczne rękawiczki. Tak jak Frieda z „Mistrza i Małgorzaty” miała swoją chusteczkę. Wiem, że po moim tekście Ewa Kopacz dostała pocztą od wielu klubów „Gazety Polskiej” kilkaset par gumowych rękawiczek.

„Pogardy” nie wyemitowała żadna telewizja.

Wyemitowała. Jeden raz Telewizja Trwam. Żadna telewizja komercyjna, ani telewizja publiczna, mimo propozycji, by wyemitowały je za symboliczną złotówkę, nie odważyły się na to. Film można było kupić z „Gazetą Polską”, a teraz można zobaczyć w Internecie lub na pokazach, organizowanych niekiedy w domach kultury, chyba, że w danej miejscowości rządzi Platforma Obywatelska.

Samorządowcy Platformy zakazują pokazu?

Tam, gdzie rządzi Platforma Obywatelska, dom kultury jest dla „Pogardy”, „Mgły” czy „Przebudzenia” zamknięty. Zdarza się, że jakiś dyrektor wyrazi zgodę, a potem - jak w Tarnowskich Górach – wycofuje się. Wtedy przenosimy się do kościoła.

Znowu, jak w PRL, drugoobiegowa kultura trafiła do kościołów.

Dzięki temu zwiedziłam wiele wspaniałych świątyń. Pamiętam pokaz w pięknym, trzynastowiecznym kościele w Malborku tuż za murami twierdzy. Wypełniony był po brzegi ludźmi, ekran ustawiono przed ołtarzem, głos odbijał się od wspaniałego gotyckiego sklepienia.

Nie masz więc szans na emisję w największych telewizjach?

Media elektroniczne kontroluje Platforma Obywatelska. W koncesjonowanych tych telewizjach nie ma już właściwie miejsca dla niezależnych dziennikarzy, ani dla niezależnych filmów.

Nie chcesz, aby je zobaczyły miliony?

Ależ chcę i to się dzieje. Jestem usatysfakcjonowana, bo naprawdę wielu widzów obejrzało te filmy. Przypuszczam, że znacznie więcej, niż gdyby je pokazano w TVP Dokument po godzinie dwudziestej trzeciej. Szacujemy, że „Mgłę” widziało już ponad pięć milionów Polaków. Dzięki dystrybucji drugoobiegowej, wedle zasady – obejrzyj, podaj dalej – oraz dzięki internetowi docieramy do Polaków niekiedy bardziej skutecznie niż niejedna telewizja informacyjna. Naprawdę niezależne, wolne, pozasystemowe dziennikarstwo ma sens. I ma wiernych odbiorców.

SDP

Wersja do druku

Jan Orawicz - 26.12.12 22:12
Serdecznie gratuluję tym wspaniałym , a zarazem odważnym Twórcom tego filmu. Bardzo się raduje serce Wiarusów na widok takich twórczych i wspaniałych Polek i Polaków. Szczęść Wam Boże w Waszej twórczej pracy patriotycznej! Trzymam kciuki za Was przed Obrazem Królowej Polski!
Jan Orawicz

Wszystkich komentarzy: (1)   

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami naszych Czytelników. Gazeta Internetowa KWORUM nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

10 Grudnia 1896 roku
Zmarł Alfred Nobel, wynalazca dynamitu (ur. 1833)


10 Grudnia 1983 roku
Lech Wałęsa otrzymał pokojową Nagrodę Nobla - nagrodę odebrała żona.


Zobacz więcej