Piątek 18 Września 2020r. - 262 dz. roku,  Imieniny: Irminy, Stanisława

| Strona główna | | Mapa serwisu 

dodano: 18.08.11 - 22:16     Czytano: [2986]

Wykluczenie społeczne…

Rzadko pojawiam się na publicznych forach. Uważam, że zostały ostatnio zdominowane przez wrogów Polski, agenturę, pieniaczy i pospolitych idiotów. Dlatego nie chcę dawać im pożywki do dyskusji, bo jak ktoś trafnie ujął to na swoim profilu – Nie dyskutuj z idiotą. Najpierw sprowadzi cię do swojego poziomu, a potem pokona doświadczeniem. Jednak to, co dzieje się ostatnio wokół nas woła o pomstę do Nieba. I nie mogę pozostać obojętnym.

Andrzej Lepper nigdy nie był mi szczególnie bliski. Uważałem go za człowieka mającego zbyt ścisłe i tajemnicze kontakty ze wschodem, bym mógł mu ufać bez granic. Z drugiej strony, uwikłał się w rząd PiS, co moim zdaniem, ustawiło go w miejscu do niego nie pasującym. Ten rząd zresztą, wkrótce pokazał, jakie ma o nim zdanie. Lepper przepadł z kretesem. Wielu mówiło, że bezpowrotnie. Byłem jednym z tych, którzy myśleli inaczej.

Z Andrzejem Lepperem spotkałem się jakieś dwa miesiące temu, zaproszony na spotkanie partii prawicowych, które szukały drogi do odnalezienia się na politycznej scenie Polski. Oprócz przedstawiciela Polskiej Partii Pracy z jej liderem Bogusławem Ziętkiem, było obecnych wiele stronnictw i pomniejszych partyjek. Wszyscy pragnęli ruszyć do wyborów. Szukali właściwej drogi i możliwości. Po kilkudziesięciu minutach dyskusji, w której udział wzięli ludzie przeróżnych środowisk, jak choćby Albin Siwak, były członek KC PZPR, który zresztą wypowiadał się niezwykle rzeczowo i chyba najrozsądniej, chciałem podejść do mikrofonu i powiedzieć parę słów. Już miałem to zrobić, gdy na mównicy stanął Andrzej Lepper. Zaczął mówić. I mówił dokładnie to, co sam chciałem wówczas powiedzieć. Andrzej Lepper wyartykułował to wszystko, czym pragnąłem się podzielić z zebranymi. Przemówienie spotkało się z owacją przybyłych gości. Nadal cieszył się zainteresowaniem, posłuchem i charyzmą. Moje wystąpienie uznałem w sposób oczywisty za niepotrzebne. Parę minut później podszedłem do niego, wraz z moim przyjacielem, który z przewodniczącym Samoobrony miał doskonałe relacje. Na twarzy Andrzeja Leppera widać było entuzjazm, chęć walki i pragnienie wygranej. To nie był człowiek załamany, stłamszony, czy szukający pomocy. To mój przyjaciel zwracał się do niego z propozycją pewnego projektu, prośbą o współpracę i obietnicę pomocy otrzymał. Szef Samoobrony miał z nim umówione spotkanie w najbliższych dniach. Jak zresztą z wieloma innymi osobami.

Andrzej Lepper to nie był, jak chciały media III Rzeczpospolitej, mydłek i cham. To był człowiek mówiący prawdę. Ludzie słuchali go, jak swego rodzaju guru, bo też takim się pomału stawał. Mówił o rzeczach, które zwykli, szarzy obywatele, chcieli słyszeć. Mało tego. Mówił ich językiem. Bez udziwnień, sztuczności, mówił językiem Kowalskiego. I Kowalski chciał go słuchać.

Andrzej Lepper miał dobre informacje. Pewne. I nie bał się ich publikować. Kiedy mówił o Klewkach, media, idące na krótkim sznurku służb, uznały go za oszołoma. Czas pokazał, że miał rację. Podobnie było z innymi aferami, które piętnował. Dlatego też jego samego wmanewrowano w afery mające go upodlić, ośmieszyć i zająć. Nie jest moją rolą, w chwili obecnej, dochodzenie ile mówił dla wybrzmienia prawdy, a ile dla spełnienia oczekiwań swoich informatorów. Bo, że ich miał, to rozumiał każdy uważny obserwator sceny politycznej w Polsce. Ale tylko dzięki niemu, Polacy dowiadywali się z sejmowej mównicy rzeczy prawdziwych i przerażających. Znajdowali potwierdzenie swych obaw, ale i jakieś światełko nadziei w tym otaczającym ich tunelu kłamstw, i przemilczeń wszystkich innych przedstawicieli władzy.

Swoimi oskarżeniami rzucanymi w Sejmie naruszył, trwającą od lat, okrągłostołową zmowę milczenia i wzajemnej adoracji. Naraził się wielu ludziom, niezależnie od miejsca, które w Sejmie zajmowali. To wtedy wykluczyli go po raz pierwszy ze swego grona zaufanych. Później wykluczyli go koalicjanci z klubu rządzącego, kiedy okazało się, że nadal mówi rzeczy niewygodne władzy i jej sponsorom. Teraz, bojący się Leppera złoczyńcy, wykluczyli go z grona żywych.

Nikt chyba w Polsce nie uwierzył w błyskawiczny werdykt o „samobójstwie”. Polacy, nauczeni latami zaborów i zniewolenia, wychwytują podtekst z oficjalnych przekazów władzy błyskawicznie. Wyłapują niedopowiedzenia, odcedzają ziarno od plew i … wiedzą swoje. Media mogą krzyczeć wielkimi czcionkami gazet o braku udziału osób trzecich, kłopotach finansowych, chorobie dziecka. A zwykli ludzie zadają sobie od razu proste pytania. Na jakiej podstawie stwierdzono definitywnie samobójstwo już w piątek? Dlaczego z sekcją zwłok byłego wicepremiera polskiego rządu, polscy śledczy czekali do poniedziałku? Czyż nie jest to aż nadto wystarczający czas, by z organizmu zniknęły wszelkie ślady po ewentualnych środkach chemicznych? Czy nie należało tego zbadać nawet przy założeniu samobójstwa? Czy w takiej partii, jaką jest „Samoobrona”, szczycącej się największym odsetkiem ludzi bogatych, nie było choć kilku osób mogących wesprzeć Andrzeja Leppera, jeśli rzeczywiście miał kłopoty finansowe? Jeśli nie ze zwykłej przyjaźni, to choćby z politycznego wyrachowania? Czy człowiek, którego dziecko ciężko choruje, zamiast walczyć o nie do ostatnich sił, targa się na własne życie, zostawiając je na pastwę losu? A wraz z nim całą resztę rodziny? Czy wreszcie Lepper, katolik, noszący stale przy sobie różaniec, mógł w ogóle popełnić samobójstwo? I do tego wszystkiego nie pozostawić listu do najbliższych? Tak mogą myśleć ludzie nie znający religijności Andrzeja Leppera, ludzie bądź raczej hieny, nie mające z religią i nauczaniem kościoła w ogóle nic wspólnego. Ten właśnie, nazwijmy go niuans, nie doceniany nigdy przez bandytów PRLu, wskazywał Polakom prawdziwych sprawców pozorowanych samobójstw w ponurych latach komuny. I postkomuny również. Wierzyć w samobójstwo Andrzeja Leppera od pierwszych godzin po jego śmierci, chcieli zapewne wszyscy jego wrogowie. Może niektórzy odebrali jakieś sms-y, w których ten nowy kanon wiary im zaoferowano? Świadczyć o tym mogłoby stanowisko, w lot odczytujących oczekiwania swych „redaktorów prowadzących”, piewców „jedynie słusznej prawdy”, dziennikarzy głównego, choć nie tylko, nurtu.

Nie wiemy kto stoi za tą śmiercią. Wrogów miał pełno z każdej strony. Jednak to wszystko, co wokół tej śmierci się działo, jest hańbą dla polskich, pożal się Boże, polityków.

A najbardziej haniebne wydają się być, w mojej ocenie, dwie sprawy. Otóż Andrzeja Leppera postanowiono wykluczyć także z pamięci społecznej, podając lakoniczną informację o jego pogrzebie w głównym wydaniu telewizyjnych „Wiadomości”, na piątym (!) miejscu. Pomijam fakt, że pokazano tylko migawki z tej uroczystości, bez szerokich planów, powielając metody lat dawno minionych, kiedy władza bojąc się ujawniać ilość przybyłych na procesje, modlitwy, spotkania z Papieżem, czy manifestacje, materiał filmowy kadrowała i wycinała. Tutaj podano, że liczba przybyłych na pogrzeb oscylowała wokół 500 osób, choć każdy mógł uruchomić Internet i zobaczyć na własne oczy, że tłum kroczących w ulewie za trumną, liczył kilka tysięcy.

Jednak ostatecznie postanowiono wykluczyć go poprzez fakt, że związkowca, polityka, szefa liczącej się obywatelskiej, polskiej partii, wicemarszałka Sejmu, ministra rolnictwa i rozwoju wsi, wicepremiera, posła do Parlamentu Europejskiego, z ramienia tegoż Parlamentu, polskiego rządu i byłych koalicjantów, w ostatniej drodze żegnał pełnomocnik premiera do spraw przeciwdziałania wykluczeniu społecznemu!

I choćby tylko dlatego, Naród właśnie tych wszystkich, których ów pełnomocnik zastępował, powinien w nadchodzących wyborach wykluczyć raz na zawsze z polskiego życia publicznego.

Sławomir M. Kozak

Wersja do druku

Lubomir - 28.08.11 7:39
Polska na żydowsko-niemieckiej smyczy?. Andrzej Lepper był niepokornym wojownikiem, nie dającym się omotać zdrajcom i pederastom z euro-kołchozu. Te nikczemne karły zaczęły posługiwać się wobec Andrzeja Leppera intrygą i prowokacją. Renegaci i jurgieltnicy, stypendyści Berlina i masoni bali się drugiego wejścia i drugiego triumfu Samoobrony. Andrzej Lepper zdrajców i obcych utrzymanków nazywał po imieniu. Clownów i nieudaczników nie nazywał związkowcami czy politykami. Dlatego stał się bardzo niebezpieczny. dla watahy bezideowych karierowiczów.

zenith - 25.08.11 21:20
Proszę: PYTAJMY. Codziennie, co godzinę: KTO ZAMORDOWAŁ ANDRZEJA LEPPERA ! Jakie siły i kto morduje Polaków którzy bronią Polskiej Racji Stanu. Środek Europy, zbrodnie jak za czasów Stalina. Czemu MEDIA nie pytają ? Czyje są MEDIA i w czyim działają intersie ? Na czyją szkodę ? NA NASZĄ. Hańba i skandal, kneblowanie ust i traktowanie Obywateli Narodu Polskiego jak przygłupów.

czarek - 23.08.11 12:21
Pan Kozak przedstawił prawdziwy obraz św.pamięci Andrzeja Leppera. Była to postać wyjątkowa przełomu XX i XXI wieku. Miał odwagę przeciwstawić się olbrzymim siłom panującym w obecnym świecie. Walczył z ich zakłamaniem, osdłaniał mechanizmy ich działań i odsłaniał oblicze reprezentujących ich w naszym kraju agentów. Bronił przed polityką rządzących biednych i uczciwych. Bronił wykluczonych z życia przez zbrodnicze reformy. Bronił lekcewżonych i pogardzanych przez nowobogacką tzw. "elitę". Miał odwagę zaatakować jej "guru" Balcerowicza, i jego kolesiów Kwaśniewskiego, Michnika. Demaskował kłamstwa niepolskich środków przekazu, zwłaszcza Gazety Wyborczej i telewizji.Bronił wartości chrześcijańskich i polskości. Przyznawał się do lewicy lecz jakże nietypowej. Lewicy chrześciańskiej i polskiej, a nie jak owe partie lewicowe, których czlonkowie zapomnieli, że są Polakami, a ich programem działań jest szerzenie w społeczeństwie rożnych dewiacji, obrona gejów, lezbijek, a przede wszystkim walka z Kościołem. Nazwali się oni lewicą zapominając o wrażliwości społecznej i popierając w gospodarce chore doktryny neoliberalne. Andrzej Lepper walczył z tymi zwyrodniałościami. Historia oceni jego wielkość, a mądrzy ludzie tacy jak poetka Ogińska, autor artykułu Pan Kozak potrafili jego wielkość ocenić już dzisiaj.Dziękuję im za to.

Bartosz - 21.08.11 8:05
Panie Kozak , wyskoczyłeś jak Filip z konopi. To co jest w powyższym artykule jest w 100 % przekonywujące. Lepper został zlikwidowany w obawie przed jego powrotem do Sejmu. Kłamcy boją sie prawdy. Przecież ten sam cel miała sfingowana seksafera, kobieta lelkich obyczajów została użyta do zdyskredytowania Leppera, bez żadnych dowodów i świadków. Podobna afera ma miejsce ze Strausem.

P.Slawomir - 20.08.11 5:08
Panie Kozak na poczatku rozpoczał pan te swoja gadke szmatke spleciona z ogolnikow szpetnym ublizaniem ludziom,którzy wyrobili sobie zdanie o A.Leperze
na podstawie jego autentycznego obrazu. Pan od poczatku do konca tej gadki szmatki leje wode o Lepperze. Gdzie sa f a k t y? Wyszło na to,ze piszac o pieniaczach napisal pan prawde takze o samym sobie, jako duzego formatu
pieniaczu. Otoz własnie pieniaczy cechuje brak obiektywnych danych o tym o
czym pieniacze sie wypowiadaja, czesto z piana na ustach... Panie Kozak
dobrze będzie jak pan się opamieta z tym szpetnym ublizaniem ludziom,bo to cechuje osobnikow,ktorzy zazdroszcza tym,co faktycznie maja cos do
powiedzenia. Zycze panu tworczej pracy nad samym soba,bo pieniactwo nie poplaca.

- 19.08.11 16:12
Wiedząc, że Samoobrona jest partią typu lewicowego a więc typu, który odsadzam od czci i wiary zawsze miałem dużą sympatię do jej poczynań a jeszcze większą do Andrzeja Leppera za to wszystko co Pan opisał, za to jak prostymi, chłopskimi słowami usadzał w dyskusjach telewizyjnych różnych napuszczonych (i napuszonych) komentatorów i dziennikarzy i za wiele innych rzeczy; np. że brał się do czynu.
Parę dni przed jego śmiercią w komentarzu do artykułu mówiącego o wprowadzaniu przez rządzących do Polski GMO pisałem mniej więcej: gdzie jesteś panie Andrzeju, czemu blokad nie robisz? (Larum grają panie Wołodyjowski).
Potrzeba nam więcej takich Lepperów.
Pozdrawiam

Wszystkich komentarzy: (6)   

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami naszych Czytelników. Gazeta Internetowa KWORUM nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

18 Września 1993 roku
Ostatni transport żołnierzy z byłego ZSRR opuścił Polskę.


18 Września 1939 roku
Zmarł Stanisław Ignacy Witkiewicz, pseudonim Witkacy, polski pisarz, dramaturg i malarz (ur. 1885)


Zobacz więcej