Środa 11 Grudnia 2019r. - 345 dz. roku,  Imieniny: Biny, Damazego, Waldemara

| Strona główna | | Mapa serwisu 

dodano: 22.10.09 - 14:01     Czytano: [2599]

Dział: Godne uwagi

„…patrząc, lot swój w niebo wzbił”

W poniedziałek 19 października 2009, Prezydent Lech Kaczyński udekorował pośmiertnie, Jerzego Popiełuszkę Orderem Orła Białego. Tak się składa – może jest w tym coś symbolicznego? – że minęło równo 25 lat od męczeńskiej śmierci Księdza Jerzego, a Lech Kaczyński, w ciągu swojego dotychczasowego panowania, 25 razy dekorował różne zasłużone osoby tym najwyższym polskim odznaczeniem państwowym. W ten sposób dołączył Kapłan Solidarności do szeregu innych wielkich postaci związanych z tym ruchem, jakie Lech Kaczyński uznał za godne tego wyróżnienia, jak Jan Józef Lipski, Gustaw Holoubek, Zbigniew Religa czy Andrzej Stelmachowski.

We wtorek, 20 października, Prezydent udzielił wywiadu telewizyjnego dziennikarce, która, z całą dziennikarską bezwzględnością, zapytała czy Pan Prezydent nie uważa przypadkiem, że właściwi inspiratorzy i zleceniodawcy tego okrutnego mordu, nie zostali nie dość, że nie ukarani, to nawet ujawnieni? Prezydent wyraził osobiste ubolewanie z tego powodu, ale od razu dodał, że ON w tej sprawie zrobił wszystko, co było w jego mocy: właśnie nadał Jerzemu Popiełuszce Order Orła Białego.

Mija rok hucznego świętowania Nowego Dwudziestolecia Niepodległości i w dorosłe życie wkracza pokolenie, które urodziło się gdy Jerzy Popiełuszko już od dawna leżał w grobie. Nie może więc ono pamiętać długiej drogi Lecha Kaczyńskiego na szczyty władzy. Nie może więc pamiętać, że gdy mijała 5. rocznica męczeństwa Jerzego Popiełuszki, Lech Kaczyński był już senatorem Rzeczypospolitej i przez całe minionych 20 lat bez przerwy znajdował się na samej górze politycznej drabiny, przechodząc tylko z jednego wysokiego stanowiska na inne, z senatora na posła, z posła na Ministra Stanu, z Ministra na Prezesa Najwyższej Izby Kontroli, z Prezesa na Ministra Sprawiedliwości, by wreszcie osiąść na fotelu Obywatela Number One. Przez te wszystkie lata sprawa niewyjaśnionych okoliczności śmierci Księdza Jerzego była nieustannie podnoszona przez wiele osób, którym nigdy nie udzielono w tej sprawie głosu. Bylibyśmy wszyscy ciekawi, co w ciągu tych lat, w sprawie wyjaśnienia tajemnicy mordu na Kapłanie Solidarności zrobił, lub robił, Lech Kaczyński? Choćby tak, jak poseł Zbigniew Girzyński, który w ubiegłym roku skierował poselską interpelację w tej sprawie do Ministra Sprawiedliwości?

A tak, przy okazji, Panie Pośle Girzyński: co dobrego napisał Panu w odpowiedzi Minister, albo któryś z jego znakomitych następców? Tam, na szczycie taki ruch i tak silne wiatry, że o ministrze Ćwiąkalskim już najstarsi górale zapomnieli, ale może chociaż któryś z sekretarzy podsekretarza stanu?

Zmienić ordynację, rozwiązać Sejm!

Jerzy Przystawa





Kłamstwo zawsze kona szybką śmiercią?



Czemuż nie mogę jak trup z wezgłowia
Powstać i głową ruszyć potężną,
Jako trup powstać i piciem zdrowia
Z grobu poruszyć Polskę orężną?


(Juliusz Słowacki, „Gdzie światła górą…”)


Instytut Pamięci Narodowej, z okazji 25. lecia morderstwa księdza Jerzego Popiełuszki, uruchomił w Internecie „pokój księdza Jerzego” www.popieluszko.pl i znajdujemy tam Jego słowa „kłamstwo zawsze kona szybką śmiercią”. Kapłan Solidarności był człowiekiem dzielnym, a przez to optymistą i z pewnością nie mógł mieć najmniejszego przeczucia, że Jego własna śmierć może się stać dowodem na to, że wcale nie, że kłamstwo może żyć długo, szczególnie wtedy, gdy w jego podtrzymywaniu zainteresowane są potężne siły.

Od 19 października 1984 przyszło na świat nowe pokolenie Polaków i pokolenie to nawet pokończyło studia – cały czas karmione bezsensowną legendą o męczeństwie i zamordowaniu Jerzego Popiełuszki. Stworzono monstrualną górę kłamstw, równie absurdalnych jak wyskoczenie skutego kajdankami Waldemara Chrostowskiego z auta pędzącego z szybkością 100 km/godzinę, uciekającego jakoby przed urojoną pogonią. Dla każdego przytomnego człowieka cała ta historia od początku była bezsensowna, nic tu nie trzymało się kupy, wszystko urągało zdrowemu rozsądkowi. Ale ten absurd sytuacyjno-logiczny podtrzymywany jest przez ćwierć wieku przez wszystkie „autorytety”, które potem zgodnie zasiadły przy Okrągłym Stole, aby pisać scenariusz przyszłej historii Polaków. Z tego powodu, od pewnego czasu, pojawia się określenie mordu na Jerzym Popiełuszce, jako „mordu założycielskiego III RP”.

Nie ma dzisiaj potrzeby, żeby wszystkie te kłamstwa i mistyfikacje jeszcze raz przedstawiać, bo każdy, kto się z tym materiałem chce zapoznać łatwo znajdzie w internecie zarówno moje artykuły, jak i artykuły innych autorów. Jest książka Krzysztofa Kąkolewskiego: „Ksiądz Jerzy w rękach oprawców”, jest książka Wojciecha Sumlińskiego „Kto naprawdę Go zabił?”, jest szereg innych tekstów. Sytuację trafnie podsumował p. Konrad Banachiewicz, w komentarzu pod moim tekstem „Wodo czarna i mroczna od nocy” na www.prawica.net/node/8841

Pomijając stronę etyczną zagadnienia, zapiera mi dech maestria techniczna ludzi chcących ukryć prawdę: zakładam, że p. Profesor nie grzebał po archiwach, tylko opiera się na źródłach jawnych. Czyli wszystkie fakty są na wierzchu, a mimo to nikt nawet nie próbuje zadawać pytań – a ludzie z wierchuszki kneblują ciekawskich, strojąc się równocześnie w piórka sprawiedliwych (prymas Glemp, Chrzanowski). I uchodzi im to na sucho – a statystyczny polski katolik czasem coś usłyszy w kościele w stylu "męczennik blablabla", a potem idzie do urny i głosuje na ludzi chcących ukryć prawdę. Porażające – ale i logiczne, biorąc poprawkę na to, że męczennik był Kościołowi w tym czasie bardzo na rękę. Komunie też uciszenie jeszcze jednego pyskatego "klechy" na pewno pasowało

Inny komentator, podpisujący się „andynie” napisał:
Pan profesor trafił w sedno. Tajemnica naszej rzeczywistości zamknięta jest w prawdzie o śmierci księdza Jerzego. Wyjaśnienie tej sprawy wyjaśni wszystko co dzieje się dookoła nas. Ciekawe czy film o zabójstwie Księdza spowoduje, że coś zmieni się w podejściu do tematu?

Najbardziej zdumiewającym elementem nielogicznej układanki, jaką nas karmią od 25 lat, jest fakt – dzisiaj już nie budzący wątpliwości – że ciało Księdza Jerzego wyławiano dwa razy i po raz pierwszy wyłowiono je na trzy dni przed oficjalnym wyłowieniem! Kiedy ten fakt komentowałem w listopadzie 1984 w podziemnym kwartalniku „Obecność”, opierałem się na poufnych informacjach z uniwersyteckich kręgów prawniczych. Dzisiaj sprawa jest już znacznie lepiej udokumentowana w zeznaniach świadków, które przytacza w swojej książce Wojciech Sumliński.

Dlaczego? Po co to komu było potrzebne? Sprawy przecież działy się na oczach wielu ludzi, ryzyko kompromitacji było wielkie.

Nasuwa się hipoteza taka: po porwaniu Księdza Jerzego przez Piotrowskiego i Spółkę, z jakiegoś powodu nastąpiła zmiana planów i zmiana pierwotnego scenariusza. Łotry, które to porwanie zaplanowały nagle znalazły się wobec konieczności zmiany planów. Włączyły się jakieś inne łotry, które pomieszały szyki. Powstało zamieszanie, awantury, kłótnie, w wyniku czego trzeba było ciało Jerzego Popiełuszki wrzucać do rzeki dwa razy.

Były to potężne łotry, na tyle potężne, że były w stanie zmusić do milczenia i Księdza Prymasa i jego biskupów, i szlachetnych mecenasów – obrońców prawdy i pełnomocników rodziny Księdza Jerzego, i zmusić Piotrowskiego i jego bandyckich kompanów, żeby się przyznali do niedopełnionej zbrodni. I spowodować, żeby we wszystkich mediach – przed i po Okrągłym Stole – obowiązywała sfabrykowana przez nich legenda o męczeństwie i śmierci Jerzego Popiełuszki.

25 lat to szmat czasu. Całe, kompletne pokolenie. Ćwierć wieku. Ale większość z łotrów, które w tych zbrodniczych scenariuszach i planach brały udział, jeszcze żyje i, najprawdopodobniej, ma się dobrze. Dotarcie do prawdy jest wciąż możliwe. Ale ta prawda nie wydaje się być na rękę rządzącym Polską. Dlatego jeszcze raz, i jeszcze raz, i jeszcze wiele wiele razy powtarzać trzeba postulat:

Zmienić ordynację, rozwiązać Sejm!


Jerzy Przystawa

Wrocław, 19 października 2009

Wersja do druku

Pod tym artykułem nie ma jeszcze komentarzy... Dodaj własny!

11 Grudnia 1818 roku
Urodził się Aleksander Sołżenicyn, rosyjski dysydent i pisarz, autor trzytomowego Archipelagu GUŁag.


11 Grudnia 1946 roku
Przy ONZ powstał Fundusz Narodów Zjednoczonych na rzecz Dzieci (UNICEF).


Zobacz więcej