Wtorek 7 Lutego 2012r. - 38 dz. roku,  Imieniny: Ryszarda, Teodora, Wilhelminy

| Strona główna | | Mapa serwisu 

dodano: 25.11.06 - 17:20     Czytano: [663]

Wyjście awaryjne

Eurointegryści, po porażce projektu konstytucji europejskiej w referendach we Francji i Holandii, nie złożyli bynajmniej broni. Co jakiś czas puszczane są balony próbne, by wyczuć czy nastroje w poszczególnych państwach członkowskich Wspólnot są już odpowiednie, by zaproponować powrót do koncepcji ukonstytuowania nowego Superpaństwa.

Prowadzone są też liczne rozmowy gabinetowe, aby odpowiednio urobić sceptycznych wobec tego pomysłu polityków. Póki co jednak atmosfera chyba jeszcze nie dojrzała, aby znów uderzyć z grubej rury. Tym razem eurointegryści chcą mieć absolutną pewność wygranej, bo porażka mogłaby odwlec ziszczenie się ich wizji ad calendas Graecas, czy – jak mówią Polacy - na święty nigdy.

Na wszelki wypadek, gdyby jednak społeczeństwa miały nie dojrzeć do demokracji i do wizji serwowanej im przez przywódców, szykowane jest też wyjście awaryjne. Działania odgórne i naciski na polityków to jedna sprawa, ale potrzebne jest też poparcie ludu. O to zaś znacznie trudniej, jeśli nie zastosuje się odpowiedniej propagandy. Wprawdzie na propagandę gloryfikującą projekt eurokonstytucji wydano także ciężkie pieniądze i póki co niewiele z tego wynika, ale wydaje się że kierujący akcją po prostu źle dobrali argumenty.

Starali się o­ni w każdym kraju szermować takimi korzyściami, jakie mieliby odnieść jego obywatele, które miały odpowiedzieć na ich rzeczywiste potrzeby. Z marketingowego punktu widzenia było to słuszne posuniecie. Trzeba bowiem trafiać w potrzeby danego rynku, żeby uzyskać pozytywny efekt. Nie wzięto jednak pod uwagę tego, że jeśli ma się do opanowania kilka tak różnych rynków, przekazy płynące w świat mogą powodować sprzeczne informacje. To co podoba się jednym klientom, może wywołać sprzeciw innych. Pęd do uchwalenia projektu eurokonstytucji był jednak tak wielki, że nie chciano czekać i zaproponowano szybkie terminy referendów w kilku krajach naraz.

Nie pomogło potężne przygotowanie artyleryjskie w postaci zewsząd płynącej propagandy, bo dzięki mediom ludzie szybko dowiadywali się co obiecywano w innych krajach i porównując to z tym, czym ich karmiono, uzyskiwali sprzeczne informacje.

OBYWATELE DLA EUROPY
Nauczeni tym doświadczeniem eurointegryści, po otrząśnięciu się z klęski, wyciągnęli odpowiednie wnioski. Doszli do przekonania, że należy zmniejszyć szum propagandowy wokół działań politycznych, co jakiś czas jedynie głośno dając do zrozumienia, że konstytucja żyje. Główny nacisk postanowiono położyć na spójne w odbiorze dla większości obywateli krajów członkowskich UE argumenty.

Postanowiono zaniechać rewolucji i większość sił skierować na ewolucję. To swoiste wyjście awaryjne ma polegać na budowaniu narodu europejskiego, którego tożsamość musi zostać dopiero stworzona. Dopiero bowiem wspólny cel łączący tak różne społeczeństwa może spowodować, że będą o­ne chciały do niego zgodnie dążyć.

Program pt. Obywatele dla Europy zaproponowany przez Komisję Europejską jest rozwinięciem działań prowadzonych już wcześniej, a mających za zadanie zbliżenie członków społeczności lokalnych z całej Europy. Polegać o­n ma na finansowaniu z unijnej kasy wszystkiego, co pomaga budowaniu dobrych wzajemnych relacji między obywatelami z różnych stron kontynentu. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie ów cel, czyli takie urabianie ludzi – zwłaszcza młodych – aby poczuli, że w gruncie rzeczy wszyscy o­ni chcą tego samego. Po to są więc te wszystkie wycieczki do Brukseli, wspieranie współpracy w ramach partnerstwa miast, euroentuzjastyczne publikacje w mediach i inne podobne działania, aby stworzyć podstawy mentalne do ustanowienia jednego narodu europejskiego.

Obywatelstwo Unii powinno być podstawowym statusem obywateli Państw Członkowskich – czytamy w jednym z punktów dokumentu pt. Wniosek dotyczący decyzji Parlamentu Europejskiego i Rady w sprawie ustanowienia programu “Obywatele dla Europy” na rzecz promowania aktywnego obywatelstwa europejskiego w okresie od 2007 co 2013 r. Na realizację tego programu przewidziano 235 mln euro. Można się spierać czy to dużo czy mało, ale najważniejsze w tym wszystkim jest to, dlaczego Komisja Europejska chce wydawać pieniądze podatników na ten projekt.

Odpowiedź znajdziemy w uzasadnieniu do powyższego wniosku: Unia Europejska znajduje się jednak obecnie w paradoksalnej sytuacji: wydaje się, że pomimo osiągnięć i sukcesów, które UE odnotowała od czasu swojego powstania, obywatele Europy odnoszą się z pewnym dystansem do instytucji europejskich i z trudnością identyfikują się z procesem integracji europejskiej. A zatem UE jest ekstra, tylko ludzie tego nie rozumieją. Skoro zaś nie rozumieją – trzeba im to wbić do głów za pomocą odpowiedniej propagandy. A co, jeśli propaganda nie pomoże?

EUROPA DLA OBYWATELI
Kiedy wniosek ten trafił pod obrady Parlamentu Europejskiego, został przyjęty prawie bez poprawek. Jedyną istotną zmianą była modyfikacja tytułu. Europosłowie okazali się lepszymi propagandystami niźli eurokomisarze, bo teraz tytuł ten brzmi: Europa dla obywateli. Wprawdzie pierwotna nazwa dokumentu bliższa była prawdy i odzwierciedlała metody i cele działania, to jednak zmiana uchwalona przez PE chyba lepiej się sprzeda. Zwłaszcza, że dzięki środkom masowego przekazu w świat poszła jednolita informacja: program jest dobry, jedynie słuszny i potrzebny – o czym zapewniają autorytety moralne i czołowi politycy. Przemilczano, że były jakieś głosy przeciwne. A były.

- Nie rozważono, że jedni dążą do tworzenia, i to na skróty, jednego uniwersalnego europejskiego modelu tożsamości narodowej, drudzy zaś chcą Europy ojczyzn, z poszanowaniem poczucia tożsamości narodowej, i dopiero na bazie różnorodności kulturowej i dialogu, wydobycia wspólnych wartości kulturowych – przekonywał poseł Zdzisław Podkański.

- Nasze rozumienie obywatelstwa , jako sensu naszej identyfikacji, wyrasta z naszej historii, naszej kultury, naszego języka i naszych życiowych doświadczeń. Na tym to wszystko się opiera. Program obywatelski jest na najniższym poziomie. Wydaje się, iż tu próbuje się znaleźć znaczenie obywatelstwa, jakie nawet nie istnieje. I jako takie jest skazane na klęskę i całkowicie nieodpowiednie – stwierdził brytyjski deputowany Roger Helmer.

Poseł Witold Tomczak, nie bez racji porównał zaś próbę tworzenia jednego narodu europejskiego do stalinowskiego programu tworzenia człowieka sowieckiego: Podobnej logiki używano w sowieckiej strefie wpływów, gdzie żyliśmy pod presją jedynie słusznej ideologii socjalistycznej. Uważano, że wystarczy więcej zapłacić za happeningi, aby rosła świadomość socjalistyczna. W sowieckim systemie usiłowano wytworzyć w umysłach Rosjan, Ukraińców, Gruzinów i innych, jedynie słuszną tożsamość radziecką.

Poseł Tomczak ostrzegał też jak może skończyć się ten eksperyment: Dziś ktoś uznał, że łatwiej będzie integrować Europejczyków, jeżeli zamiast nazwy Obywatele dla Europy, nada się temu dokumentowi nazwę Europa dla obywateli. To też już było. To nie ludzie radzieccy byli dla Związku Radzieckiego, a Związek Radziecki był dla nich. Prawda zaś była taka, że dla różnych Leninów i Stalinów przeszkodą byli ludzie myślący i działający jako Rosjanie, jako Polacy, jako Węgrzy. Ludzie wychowani do radzieckiej wielokulturowości, jako bardziej plastyczni, łatwiej stawali się niewolnikami imperium.

Na odpowiedź euroentuzjastów na to ostre wystąpienie polskiego deputowanego nie trzeba było długo czekać. Już gdy schodził z mównicy na sali obrad podniosły się głosy: nie pozwólmy mówić eurosceptykom. Na razie jeszcze pozwolili. Jak długo?

Andrzej Orkowski
Korespondent

Wersja do druku

Pod tym artykułem nie ma jeszcze komentarzy... Dodaj własny!

07 Lutego 1919 roku
Powołano Najwyższą Izbę Kontroli i Prokuratorię Generalną Rzeczypospolitej Polskiej


07 Lutego 1987 roku
Zmarł Czesław Wołłejko, polski aktor (ur. 1916)


Zobacz więcej