Niedziela 22 Września 2019r. - 265 dz. roku,  Imieniny: Maury, Milany, Tomasza

| Strona główna | | Mapa serwisu 

dodano: 14.05.09 - 19:29     Czytano: [2619]

Wspomnienia

polskiego Nowozelandczyka


Chciałbym zwrócić uwagę Czytelników „Kworum” na książkę, którą powinny zainteresować się osoby interesujące się losami Polaków podczas II wojny światowej i Polonią.

Tą książką jest „Polski Nowozelandczyk. Nadzwyczajna historia życia dziecka z Polesia”, której polskie wydanie ukazało się w Lublinie (2006) w tłumaczeniu Aleksandry Wronowskiej, i która jest jeszcze do nabycia w Oficynie Wydawniczej Kucharski w Toruniu. Książka napisana wspólnie z Allan Parker ukazała się po angielsku w Auckland w 2004 roku pod tytułem „A strange outcome. Remarkable Survival Story of a Polish Child”, nakładem znanego wydawnictwa Penguin Books.

Mówimy, że ktoś ma szczęście w nieszczęściu. Do takich osób na pewno należy konsul honorowy Rzeczypospolitej Polskiej w Nowej Zelandii, Jan Roy-Wojciechowski; jako kilkuteni chłopiec zesłaniec syberyjski z całą tragedią tego zesłania, a później bodajże najbogatszy Polak w Nowej Zelandii.

Wspólnie uzgodniony przez Hitlera i Stalina zbrojny napad Niemiec hitlerowskich i Związku Sowieckiego na Polskę we wrześniu 1939 roku i w jego wyniku nowy rozbiór naszego kraju przez te państwa przyniósł ze sobą największą tragedię dla Polaków w ich ponad 1000-letnich dziejach. Związek Sowiecki podbił i zaanektował wówczas wschodnie tereny państwa polskiego, które Kreml postanowił zdepolonizować poprzez eksterminację tamtejszych Polaków. Temu celowi miała służyć m.in. deportacja w głąb ZSRR kilku milionów Polaków. Do czerwca 1941 roku sowieci wysiedlili na Sybir ok. jednego miliona Polaków. Deportowano całe rodziny, a więc także dzieci.

Wśród tych dzieci był m.in. Janek Wojciechowski, znany dzisiaj jako John Roy lub John Roy-Wojciechowski. Janek miał wszystkiego tylko sześć lat, kiedy sowieci napadli na wschodnią Polskę. Zagrabiono m.in. Polesie, na którym był dom rodzinny małego Janka.

10 lutego 1940 roku rodzina Janka, mieszkająca w osadzie wojskowej Ostrówki koło Drohiczyna Poleskiego (dziś Białoruś), wraz z innymi Polakami z Ziem Wschodnich, została wepchnięta do bydlęcego wagonu i wywieziona do obozu pracy na rosyjskiej dalekiej północy (obwód archangielski) – do wyrębu lasu. W głąb Rosji Janek został wywieziony wraz z matką, starszym bratem i trzema siostrami. Ojca – Józefa, osadnika wojskowego, nagrodzonego przydziałem ziemi przez rząd polski za udział w wojnie z bolszewikami, NKWD-yści aresztowali, kiedy przyszli zabrać rodzinę na Sybir, i później rozstrzelali.

W ciężkich syberyjskich warunkach, które znaczyły głód i zimno oraz niewolniczą pracę, Janek z rodziną spędził 18 miesięcy. Uwolniła ich z Gułagu umowa Sikorski-Majski, która miała miejsce po napadzie Niemiec na Związek Sowiecki w czerwcu 1941 roku, a utworzone w Rosji Wojsko Polskie pod dowództwem gen. Władysława Andersa umożliwiło im opuszczenie w 1942 roku sowieckiego Domu Niewoli i udanie się do Iranu. Matka – Helena - była jednak tak ciężko chora na gruźlicę, że po przyjeździe do Iranu, zmarła w szpitalu. Janek miał wówczas tylko 9 lat. W 1944 roku rząd Nowej Zelandii postanowił zaopiekować się kilkuset dziećmi polskimi na czas wojny. W gronie 733 dzieci przyjętych przez Nową Zelandię znalazł się również Janek. Przyjechał tu wraz z dwiema siostrami. Starsza siostra została w Iranie, a brat poszedł do Wojska Polskiego na Zachodzie i był lotnikiem.
Okres przedwojenny i sowieckiej poniewierki Janka omawiają jego wspomnienia zatytułowane „Polski Nowozelandczyk. Nadzwyczajna historia życia dziecka z Polesia”, której polskie wydanie ukazało się niedawno w Lublinie (2006), w tłumaczeniu Aleksandry Wronowskiej. Książka napisana wspólnie z Allan Parker ukazała się po angielsku w Auckland w 2004 roku pod tytułem „A strange outcome. Remarkable Survival Story of a Polish Child”, nakładem znanego wydawnictwa Penguin Books.

Z okresu przedwojennego autor zapamiętał po dziś dzień sielsko-anielskie życie na Polesiu w gronie rodzinnym, jak np. Boże Narodzenie, imieniny i dożynki oraz jazdę bryczką co niedzielę do kościoła katolickiego w Popinie.

W domu państwa Wojciechowskich był radioodbiornik. Nie wiem czy pan Jan pamięta bardzo popularną przed samą wojną melancholijną piosenkę „Polesia czar”. Może nie, ale musiał ją słyszeć i to nie raz. Miała ona melodię, którą się pamięta, nawet jak się jej, że tak powiem, oficjalnie nie pamięta. Gdzieś tam jest w człowieku na zawsze zakodowana. Ja usłyszałem ją po raz pierwszy w 1964 roku i po dziś dzień pamiętam jej melodię, a nawet i pierwszą zwrotkę. To może i ona wzbudza dodatkowo tęsknotę Autora do kraju lat dziecinnych.

Z późniejszych lat Janek zapamiętał druty kolczaste, różne kraty i ogrodzenia, a przede wszystkim przeraźliwe zimno na północy i palący upał centralnej Azji, ciemne syberyjskie puszcze, ogołocone pustynie, głód, brud – pchły i wszy, choroby, no i oczywiście najdotkliwsze tragedie – utratę ojca i śmieć matki. Jako mały chłopiec został sierotą. To wszystko sprezentował mu Stalin... Ten temat jest również obszernie omawiany w książce.

Trzecim tematem wspomnień jest życie w Nowej Zelandii, które miało trwać tylko do zakończenia wojny, a stało się, przez zniewolenie Polski przez Związek Sowiecki w 1945 roku, ostatnim etapem podróży autora. Nowa Zelandia stała się nową ojczyzną Janka-Jana Roy-Wojciechowskiego.

Był on najpierw w obozie polskich dzieci w Pahiatua, a potem w szkołach nowozelandzkich, aby wreszcie stanąć zupełnie na własnych nogach. Przez wykształcenie, pracowitość i różnego rodzaju wyrzeczenia Jan albo John Roy-Wojciechowski zaszedł daleko – osiągnął bardzo wiele. Stał się prawdopodobnie najbogatszym, najbardziej znanym i prawdopodobnie najbardziej zasłużonym Polakiem w Nowej Zelandii. Sam siebie uważa za Polaka i Nowozelandczyka. Bo jak nie kochać kraju – swojej drugiej ojczyzny, której tyle zawdzięcza. Tu nie tylko zrobił pieniędze, które nie zawsze dają człowiekowi szczęście. Tutaj również założył swoją rodzinę – ożenił się z Nowozelandką Valerie i w ojczyźnie kiwi przyszło na świat jego sześcioro dzieci: Karen, Ellen, Steven, Alexander, Gregory, Lawrence.

John Roy-Wojciechowski do swego sukcesu życiowego dochodził powoli. Bo ciężką pracą majątek zdobywa się właśnie powoli. Ale przez to jest on znacznie bardziej trwały. W latach 1968-80 był dyrektorem Atlas Majestic Industries Ltd. w Auckland, w latach 1981-94 dyrektorem wykonawczym, następnie prezesem Mair Astley Holdings Ltd. w Auckland i na koniec, w latach 1982-94 głównym dyrektorem dużej nowozelandzkiej firmy budowlanej Mainzeal Group Ltd.

Roy-Wojciechowski udzielał się również społecznie. Był m.in. przewodniczącym Star of the Sea Heritage Trust, Howick Building Owners Association i przewodniczącym Eastern City Association Group of Howick. Od 1999 roku John Roy-Wojciechowski jest konsulem honorowam RP w Auckland. Dzięki jego hojności na University of Auckland mogło powstać i działa po dziś dzień Studium Kultury i Języka Polskiego. Zresztą Polonia nowozelandzka wiele mu zawdzięcza. Nie żałował pieniędzy na cele polonijne, a szczególnie te, które uznał za warte wsparcia finansowego. Jego „dzieckiem” jest Muzeum Polskie w Auckland. Pomagał zorganizować się Polakom w Dunedin i wspierał finansowo restauracje polskich pamiątek na Południowej Wyspie.

Wspomnienia Jana Roy-Wojciechowskiego czytałem z tym większym zainteresowaniem, że jego niedalekim sąsiadem do lutego 1940 roku była matka mojej żony, która mieszkała w pobliskim Janowie Poleskim. Tamże 16 maja 1657 roku kozacy ukraińscy zamordowali bestialsko jezuitę – św. Andrzeja Bobolę.

Książkę polecam wszystkim tym, którym z autopsji nie jest obca tragedia Polaków podczas II wojny światowej, szczególnie na Kresach lub którzy interesują się tym okresem w dziejach Polski i w ogóle martyrologią narodu polskiego, jak również byłymi polskimi Ziemiami Wschodnimi. Musimy dzisiaj bez nich żyć, bo są nieodwracalne wydarzenia w historii narodów i zależy nam na dobrym współżyciu z sąsiadami. Jednak nikt nie zaprzeczy temu faktowi, że Polska bez Ziem Wschodnich, a szczególnie bez Lwowa i Wilna, a nawet i Polesia (to przecież ziemia rodzinna m. in. Tadeusza Kościuszki i Romualda Traugutta, króla Stanisława Poniatowskiego czy Ryszarda Kapuścińskiego) nie jest Polską w całym tego słowa znaczeniu.

Marian Kałuski
Australia

Wersja do druku

Pod tym artykułem nie ma jeszcze komentarzy... Dodaj własny!

22 Września 1997 roku
Sąd umorzył sprawę płk. Ryszarda Kuklińskiego.


22 Września 1944 roku
53. dzień Powst. Warszaw.: Kolejny szturm niemiecki na ostatnie pozycje powstańczego Czerniakowa. Próby przebicia się do Śródmieścia Płd.


Zobacz więcej