Sobota 7 Grudnia 2019r. - 341 dz. roku,  Imieniny: Agaty, Dalii, Sobiesława

| Strona główna | | Mapa serwisu 

dodano: 29.10.06 - 20:44     Czytano: [1874]

Dział: Interwencje

Nieludzkie farmy

Praca na farmach to najgorsza praca w Wielkiej Brytanii . Krzysztof i Tomasz przyjechali do Londynu kilka miesięcy temu. Oboje pochodzą ze Śląska, znają się jeszcze ze szkoły podstawowej. Tradycyjnie chcieli znaleźć tu jakaś pracę. Przeczytali ogłoszenie firmy zajmującej się rekrutacją. Zgłosili się. Po tygodniu firma oddzwoniła, że jest praca na farmie na obrzeżach Londynu, zakwaterowanie i cztery funty na godzinę. Przyjęli propozycje i pojechali.

Wszystko wydawało się bardzo dobrze zorganizowane. Na ostatniej stacji metra czarnej linii czekał już na nich właściciel farmy, który zawiózł mężczyzn do oddalonego około dwadzieścia minut od stacji metra miejsca pracy.
- Farma była duża. Nie widzieliśmy nawet jej granic, już od początku wydała nam się zaniedbana - wspomina Krzysztof - chociaż sama okolica bardzo ładna, drogie domy i ta nasza jedna farma, która przypominała twierdzę: ogromna brama, wysokie mury, wszystko zamykane i pilnowane przez psy.

Od razu po przyjeździe właściciel zaprowadził Krzysztofa i Tomka do szklarni i kazał pielić chwasty. - Nawet się ucieszyliśmy, to nie była ciężka praca – przyznaje Tomek – zdziwiło nas tylko, na czym ten farmer zarabia, skoro pomidory w szklarni były całe uschnięte.
Na farmie oprócz nich pracowały jeszcze dwie osoby, jakiś Rosjanin i Polak dobiegający sześćdziesiątki. Zenek – bo tak miał na imię starszy Polak - pracował nielegalnie, głównie zajmował się przerzucaniem gnoju, dopiero za kilka dni Krzysztof i Tomek zobaczyli, w jakich warunkach to się odbywało.

Już wieczorem koledzy poczuli, że na farmie nie będzie łatwo. Właściciel zakwaterował ich w barakach gospodarczych porośniętych grzybem, gdzie było bardzo brudno: oprócz starych łóżek – tylko lodówka dopełniała całego wyposażenia ich niewielkiego pomieszczenia. Ubikacje i prysznic, choć to najdelikatniejsza nazwa w tym przypadku, znajdowały się w innej części farmy. Za "mieszkania" właściciel pobierał 25 funtów tygodniowo.

Krzysztof i Tomasz już zasypiali, kiedy obudziło ich pukanie do drzwi farmera, który prosił, aby pomóc mu rozładować towar. Oczywiście mowy o dodatkowych pieniądzach nie było, a kiedy nie wykazywali zainteresowania propozycją, właściciel zagroził zwolnieniem. W hali, do której zaprowadził ich farmer, stały dwa tiry. Szef kazał szybko je rozładowywać i wszystkie owoce przepakowywać do skrzynek. - Musieliśmy z jabłek i ziemniaków zdejmować nalepki, że pochodzą z Nowej Zelandii i w to miejsce dawać nalepki właściciela – opowiada Tomasz – i tak przez pół nocy. Jak się później dowiedzieli, farmer prowadzi trzy markety w centrum Londynu, gdzie sprzedaje piękne owoce, warzywa i jajka reklamując je jako własne, wyhodowane bez użycia pestycydów. Ma nawet zdjęcia, jak zrywa je z drzewa! Tylko, że na jego farmie wszystko jest uschnięte...

Następnego dnia rano przyszła kolej na kurnik i chlew - i wówczas zaczęły się prawdziwe problemy. - Weszliśmy do kurnika i to, co tam zobaczyliśmy, napełniło nas obrzydzeniem – mówi Krzysztof. – Nie dość, że odchodów naprawdę po kolana, to w tych odchodach pływały zdechłe kury i kaczki. Właściciel kazał polewać to wodą i wynosić padnięte sztuki gołymi rękami. Zresztą drób bardzo rzadko był karmiony. Jednak to, co właściciel kazał zrobić na drugi dzień, przerosło wszelkie pojęcie. Zaprowadził robotników gdzieś w zakamarki farmy, gdzie leżała rozkładająca się od kilku dni owca, do połowy zjedzona przez robaki. - Kazał nam gołymi rękami wrzucić owcę na samochód – wspomina Tomasz. - Wymiotowaliśmy, ale musieliśmy to zrobić, bo groził, że nie zapłaci. Zresztą tam wiele zwierząt padało, a kury wręcz topiły się w odchodach. Zero jakiejkolwiek higieny i czystości - o BHP nie wspominając. - Widzieliśmy, jak segregowali jajka na sprzedaż – dodaje Krzysztof. – Część wyrzucali, bo miały takie dziwne robaki. Byliśmy przerażeni, jak można sprzedawać takie jedzenie i to w centrum najbogatszej stolicy Europy?!...

Po tygodniu Krzysztof i Tomasz postanowili rzucić pracę. Farmer nie chciał się zgodzić. Najpierw straszył żoną, która rzekomo miała być prawnikiem, że i tak nic mu nie udowodnią, później zaczął straszyć swoją wiatrówką. - Powiedzieliśmy, że się nie boimy i dzwonimy na policję – twierdzi Krzysztof. – Dopiero wtedy się uspokoił, zresztą wiedział, że jeżeli policja zobaczy te warunki, to będzie miał problemy. - Poinformowaliśmy agencję o tym, co tam zastaliśmy - dopowiada Tomek. – Niestety, dowiedzieliśmy się, że farmer nie podpisał z agencją kontraktu i może nam ona zapłacić tylko za trzy dni, o których wie, że pracowaliśmy. O kolejnych farmer powiedział, że nas nie ma, a my bez doładowanych telefonów nie mogliśmy powiedzieć, że jest inaczej. Agencja spisała oświadczenia Krzysztofa i Tomasza o warunkach, w jakich żyją tam zwierzęta i zgłosiła sprawę do sądu. Skierowała również pozew o odszkodowanie dla pracowników.
Według Konsula Generalnego RP Janusza Wacha praca na farmach to najgorsza praca w Wielkiej Brytanii i w zasadzie trudno farmerowi udowodnić wyzyskiwanie pracownika, bo przepisy w tej kwestii są niejednoznaczne. Kiedy pracuje się na tzw. akord, właściciel może płacić różnie. Dwa, trzy funty za koszyk np. jabłek. Nie jest też powiedziane, jakie to mają być jabłka, więc nieuczciwy farmer może żądać największych, których jest tylko kilka na drzewie.
Najczęściej na stronach internetowych farm podane są warunki zatrudnienia i pokazane zdjęcia pomieszczeń, w których się będzie kwaterować. Praca na brytyjskich farmach to jedyny sposób legalnej pracy dla ludzi z krajów objętych wizami. Dlatego Polacy przed wejściem do Unii Europejskiej bardzo często jeździli w wakacje pracować na farmach, bo była to jedyna forma legalnego zatrudnienia. Teraz dotyczy to głównie Rosjan i Ukraińców. Zdarzają się również nieuczciwe biura w Polsce, które wykorzystując niewiedzę swoich klientów obiecują im legalną pracę w Wielkiej Brytanii, nie wspominając nic o warunkach.

Radio Pomost

Wersja do druku

Pod tym artykułem nie ma jeszcze komentarzy... Dodaj własny!

07 Grudnia 1925 roku
Liga Narodów przyznała Polsce prawo do utrzymania straży wojskowej na Westerplatte.


07 Grudnia 1988 roku
Trzęsienie ziemi w Armenii pochłonęło około 25 tysięcy śmiertelnych ofiar.


Zobacz więcej