Czwartek 16 Lipca 2020r. - 198 dz. roku,  Imieniny: Eustachego, Mariki, Mirelli

| Strona główna | | Mapa serwisu 

dodano: 30.03.08 - 18:42     Czytano: [3316]

Głupia sprawa

W ubiegłym miesiącu wybuchła w Polsce bardzo głupia sprawa. Wrzaskliwy żydowski entuzjazm wokół antypolskiego paszkwilu J.T. Grossa „Strach”, pozwolił sobie „bezczelnie” zakłócić amerykański profesor polskiego pochodzenia, Marek Jan Chodakiewicz, swą książką pt. „Po Zagładzie. Stosunki polsko-żydowskie 1944 – 1947”, wydanej pod auspicjami IPN.

Według żydowskich apologetów, książka M.J. Chodakiewicza jest dawno nieaktualna, bo wydana w czasie niewygodnym dla stadniny postalinowsko-żydowskiej. Poza tym książki „Po Zagładzie” nie można uznać za opracowanie naukowe, bo autor nie powołuje się na „poważne prace naukowe”, co w tłumaczeniu na normalny język oznacza, że nie powołuje się na „naukowców-historyków”, pochodzących w prostej linii z obozu KPPowsko-żydowskiego, przywleczonego do Polski ze Wschodu. Co gorsze – prof. M.J. Chodakiewicz odwołuje się np. „do pisarstwa Jerzego Roberta Nowaka, Czesława Bartnika, Henryka Pająka i innych, których stadnina michnikowska nie cierpi. To pachnie skandalem. A powinno pachnieć macą, czosnkiem i cebulą – czyli powinni odwołać się do Andrzeja Friszke, albo Jerzego Eislera.

Jednak to, co najbardziej szokuje naukowych mentorów z obozowiska polsko-żydowskiego to, że ktoś pozwolił sobie coś napisać i opublikować, nie konsultując się uprzednio z nimi i nie sięgając po ich porady „naukowe”. To naprawdę „głupia sprawa”, żeby coś napisać i ogłosić, nie patrząc na sprawę poprzez postalinowsko-żydowską siatkę poglądów, tworzoną tak cierpliwie i mozolnie przez cały okres istnienia PRLu i potem po „okrągłym stole”.

Pracę M. J. Chodakiewicza, według nich, dyskwalifikuje dodatkowo to, że napisał „książkę z tezą”. Co oznacza, że dopasowuje do tej tezy fakty, które pasują, a przemilcza te, które nie pasują. Negatywną stroną jest również to, że autor „Po Zagładzie” sygnalizuje czytelnikowi, iż niektóre fakty należy w przyszłości odczytać na nowo a niektóre sprawy wymagają dalszych badań. To zaś, że autor nie zamyka spraw na wypadek, gdyby w przyszłości wypłynęły na powierzchnię nowe fakty jest - według żydowskich propagandystów naukowych z wokół krakowskiego „Tygodnika Powszechnego” – podejściem nienaukowym. (Zob. „T. Powszechny” nr. 5 z 3 lutego br.).

Dwa lata temu wydana została pod auspicjami IPN potężna cegła (800 stron) pt. „Polski rok 1968”. Autorem tego dzieła, oczywiście, „zawsze aktualnego”, jest wielki sympatyk KORowskiej „opozycji demokratycznej” i historyk najwrzaskliwszego obozowiska politycznego w III RP. A poza tym - a jakże – „naukowiec”, prof. Jerzy Eisler.
„Polski rok 1968”, to księga nie z jedną, ale z trzema tezami, gdzie autor dokonuje typowej dla Żydów akrobatyki faktowej, aby niezorientowanemu czytelnikowi wyszło, że tezy te są prawdziwe.

Ze względu na szczupłość miejsca zajmę się tylko dwoma tezami Eislera. Teza pierwsza zawarta jest już w samym tytule: „Polski rok 1968”. Uwaga!„Polski...”. A zatem nie „PZPRowski rok 1968”?! Nie Żydowski?! Nie komunistyczny?! Nie postalinowski?! Nie gangsterski?!

Teza druga: Wszystkie fale emigracji żydowskiej – cytuję: „były wywołane kolejnymi narastającymi w latach 1945 – 1946, 1956 – 1957 i 1967 – 1968 falami antysemityzmu w Polsce (str. 95)”.

Żaden uczciwy historyk, publicysta czy inny bezstronny komentator wydarzeń, nie wyjdzie z tezą, że walka, między stalinowską koterią żydowską w PZPR a koterią polskiej hołoty o władzę nad komunistycznym więzieniem polskim, była walką polską. Polacy w tym ścięciu się obu czerwonych frakcji w bandzie PZPRowskiego gangu mieli tyle do powiedzenia, co więźniowie w sprawie administracji więzienia i obozu pracy przymusowej. Tak się składa, że rozróby marcowe miałem okazję oglądać trochę w Poznaniu, a więcej we Wrocławiu i obserwowałem je z pozycji więźnia PRLowskiego obozu, z którego udało mi się uciec w pierwszej dekadzie „dobrobytu” gierkowskiego.

Marzec w 1968 roku był miesiącem, kiedy dwa ugrupowania w mafii komunistycznej, zwącej się PZPRem, w obliczu słabnącej pozycji politycznej W. Gomułki, rozpoczęły bieg rozstawny do władzy nad więzieniem PRLowskim. Jedna grupa, to pozostałości (po 56 r.) bolszewickiej frakcji żydowskiej, przywleczonej do Polski przez armię stalinowską, druga grupa, to wataha polskich, ukraińskich i białoruskich mętów społecznych i analfabetów, z których składała się PPR.

W 1968 roku nie-żydowska frakcja mafii komunistycznej rozprawiła się ostatecznie ze stalinowską frakcją żydowską, która natrętnie – jak żydowski handlarz, który chce sprzedać swój towar – przedstawia się dzisiaj Polakom, jako „ofiara” jakichś tam „ohydnych”, „haniebnych” itp. działań. Z całą mocą należy tu podkreślić, że społeczeństwo polskie nie miało z tą rozgrywką wewnątrz-gangsterską nic wspólnego.

Oddajmy tu głos paru świadkom tamtych wydarzeń. Stefan Korboński, działacz PSL, poseł na sejm, od 1947 roku na emigracji, w związku z marcowym ”wyjściem” Żydów z „polskiej niewoli” w 1968 roku, ogłosił na łamach „The New York Times” odpowiedź na płatne żydowskie ogłoszenie o antysemityzmie polskim. S. Korboński w związku z tym pisze – cytuję:
„Naród polski, który nie ma nic do powiedzenia ani w tej sprawie, ani w innych, uważa tę czystkę za sprawę wyłącznie rodzinną obecnych „właścicieli Polski”. I jeśli nikt nie roni łez z powodu usunięcia tak dominujących postaci okresu stalinowskiego, jak Roman Zambrowski, Stefan Żółkiewski, Juliusz Katz-Suchy, Stefan Staszewski i prof. Adam Schaff, to nie dlatego, że są oni Żydami, a dlatego, że są komunistami, których naród polski odrzuca w ten sam sposób jak Gomułkę i jego klikę lub generała Moczara i jego tajną policję.” (Zob. również „Kultura” paryska, nr 254, Listopad 1968, str. 156).

Cofnijmy się jednak do roku 1966. A więc w czas, kiedy jeszcze nikt nie wiedział, że będzie wkrótce jakiś tam „marzec 1968”. W „Kulturze” paryskiej (Lipiec-Sierpień 1966, str. 145), Stanisław Mroczkowski ujawnia, że – cytuję: „Walka polityczna, jaka toczy się w Polsce na szczeblach drabiny politycznej i w której to walce Żydzi biorą udział, stoi poza zasięgiem społeczeństwa.”

Takich obserwacji można przytoczyć więcej. Ale zostawmy to historykom i politykom, bo czeka na nas teza druga propagandy historycznej J. Eislera: że wszystkie trzy najważniejsze „wyjścia” Żydów z polskiego „domu niewoli” były wywołane falami polskiego antysemityzmu.

Zacznijmy od roku 1945 – 1946. Stanisław Mroczkowski, autor artykułu pt. „Antysemityzm” („Kultura” paryska, Lipiec-Sierpień 1966, str. 144-145) przypominał, że w latach 1945-1946 cytuję: „Żydzi wracający z Rosji stanowią dwie grupy: jedna to kadrowcy komunistyczni, którzy jeszcze w latach międzywojennych uwierzyli w czerwonego mesjasza i z Polski uciekli do Rosji Sowieckiej, a obecnie wracają aby wprowadzić hasła równości proletariuszy - jest to grupa nieliczna ale bardzo wpływowa. Druga grupa, to ludzie, którzy uciekli przed zagładą hitlerowską na tereny Rosji i nie mają obecnie sprecyzowanego poglądu i rozeznania w sytuacji. Byli prawdopodobnie przygotowani na to, że zastaną zostawione warsztaty pracy w takim stanie w jakim je zostawili, niestety warsztaty te znalazły się w posiadaniu innego właściciela – proletariatu.”

Komuniści budowali w Polsce nowy ustrój gospodarczy i polityczny. W tym ustroju nie było miejsca dla właścicieli ziemskich, wojskowych, ani dla funkcjonariuszy administracji „Polski burżuazyjnej”, którzy przeżyli wojnę. Ich miejsca przejmowała nowa klasa, tworzona z mętów społecznych i rzezimieszków, na których czele stanęli żydowscy talmudziści marksistowscy. Stara naturalna polska klasa pozbawiona urzędów i majątków, została zmuszona szukać innych możliwości zarabiania na życie. Ludzie ci zaczęli tworzyć rozmaite drobne przedsiębiorstwa handlowe, firmy transportowe, pośrednictwa, restauracje itp., czym wchodzili na obszar działalności Żydów, którzy właśnie wychodzili z ukrycia i przybywali z Rosji sowieckiej.

Przyczyny ich wyjazdu z Polski w ówczesnym czasie najlepiej ilustruje następująca sytuacja: Grupka Żydów opuszczających Polskę na dworcu w Warszawie. Na pytanie: Dlaczego wyjeżdżają z Polski, odpowiadają: „Bo wie pan, jak w Polsce rządzili Polacy, a Żydzi handlowali, to jeszcze dało się żyć. Teraz, jak Żydzi rządzą, a Polacy handlują, to nie ma tu co szukać.”

Była jeszcze jedna przyczyna eksodusu Żydów z Polski w tym czasie i związana z nowym ustrojem. Wśród Żydów niekomunistów panowało przekonanie, że jeżeli reżym komunistyczny się wzmocni i będzie trwał, to nie przyniesie im żadnych korzyści. Tak jak w Rosji bolszewickiej. Jeżeli upadnie, to padną oni – za sprawą Żydów u władzy – ofiarą nowej fali antysemityzmu.

Podsumowując ten okres: To nie polski antysemityzm, to żydowscy talmudziści marksistowscy stworzyli Żydom w latach 1945 – 1946 sytuację, zmuszającą ich do wyjazdu z Polski.
Lata 1956 – 1957. W początkach budowy nowego, bolszewickiego ustroju w Polsce, w latach 1944 – 1947, komuniści mieli problem z obsadzaniem stanowisk w administracji państwowej. Polacy świadomi tego, co się dzieje, nie chcieli kolaborantom sowieckim pomagać w ujarzmianiu Polski. Takich zahamowań nie mieli Żydzi. Wspomniany wcześniej Stanisław Mroczkowski („Kultura” paryska j.w. str. 145) pisze – cytuję: „Stanowiska ofiarowane przez komunistów przemawiały do psychiki Żydów, którzy byli stale na dole drabiny społecznej, jeżeli chodzi o zarząd administracyjny i życie polityczne.
Żydzi na stanowiskach partyjnych i na wysokich stanowiskach w aparacie państwowym mieli poczucie pewności. Sądzili. że gdy będą pracowali dla dobra klasy robotniczej, pozycje ich nie będą zachwiane. Hasła komunistyczne o łączeniu się proletariuszy wszystkich krajów bardzo dawno przemawiały do proletariatu żydowskiego.
Rok 1956 zmienił konfigurację świata komunistycznego. Żydzi, którzy uważali, że pozycje w aparacie partyjnym i państwowym zapewnią im bezpieczeństwo, stali się nagle osobami skompromitowanymi. Polska gomułkowska dała im prawo wyboru: degradacja albo emigracja do Izraela. Większość z nich wybrała emigrację, zabierając ze sobą żal i rozgoryczenie.
Kompromitacja Żydów byłaby zjawiskiem pozytywnym, gdyby wypływała z rewizjonizmu, niestety kompromitacja wypływała ze stalinizmu, który w Polsce był znienawidzony. Stąd też automatyczna nienawiść dla tych, którzy go reprezentowali, w równym stopniu zresztą do Żydów jak i Polaków. Skomplikował zagadnienie fakt, że polscy stalinowcy zostali, natomiast żydowscy wyemigrowali, zostawiając po sobie wrażenie ludzi, którzy Polskę traktowali jako laboratorium doświadczalne nie biorąc odpowiedzialności za powodzenie eksperymentu.” Koniec cytatu. Czy trzeba tu jeszcze coś dodawać?

Jeśli zaś chodzi o lata 1967 – 1968, to sprawa nie jest tak skomplikowana, jak to nachalnie usiłują nam przedstawić przedstawiciele i apologeci marcowców. Jak już wcześniej wspomniałem, w PZPR starły się w walce o władzę po Gomułce dwie frakcje. Przegrała frakcja, która przypadkowo składała się z żydowskich tłumaczy talmudu marksistowskiego.
Zresztą „symbol marca” i wpływowy cadyk III RP, Adam Michnik, potwierdza to, kiedy mówi – cytuję: „nasz spór z Gomułką jest sporem wewnątrz rodziny (...), bo odwoływaliśmy się do wspólnych korzeni.” (Zob. „Polityka” nr. 8 z 23 lutego 2008, „Pomocnik historyczny”, str. 10). Nie neguje tego również inna „ikona marca”, Jan T. Gross, kiedy na pytanie o marzec 1968, odpowiada – cytuję: „Dla mnie była to przede wszystkim polityczna konfrontacja. Użyto nas jako detonatora, by rozgrywać swoje interesy w aparacie władzy.”
(Zob. „Tygodnik Powszechny” z 6-10 lutego br., str. 25).

Między frakcyjna rozgrywka o władzę w rodzaju tej w PZPR w 1968 roku nie jest żadną nowością w systemach jednopartyjnych dyktatur totalitarnych. Józef Stalin, pragnąc rozprawić się z pewną grupą w WKP(b), wygłosił w październiku 1928 r. swoisty referat „ o niebezpieczeństwie prawicowym w WKP(b)”. Referat ten dał początek walce o władzę, toczonej potem pod szyldem „walki z odchyleniami od generalnej linii partii”. W toku tej walki w latach 1928 – 1929 zepchnięto do „opozycji liberalnej” ponad 10 % członków partii komunistycznej. Wytoczono im procesy i wysłano ich nie zagranicę, lecz do łagrów, jako wrogów socjalizmu i rewolucji. Wśród nich było „bardzo dużo starych działaczy bolszewickich i zasłużonych budowniczych socjalizmu” – jak to ujawnił 28 lat później na XX Zjeździe KPZR N. Chruszczow.

Trochę inaczej rozegrał walkę frakcyjną w NSDAiP Adolf Hitler. Ale to dlatego, że nie miał czasu na bawienie się w procesy o odchylenia. Zrobił z konkurentami krótki proces, znany jako „Noc długich noży”. 30 czerwca 1934 r. zlikwidowano fizycznie SA, siłę, która wyniosła Hitlera do władzy. Wystrzelano całe kierownictwo tej frakcji nazistowskiej wraz z jej szefem E.J. Rohm´em, który utrzymywał „dobre stosunki” ze Srasser´em, reprezentantem lewicy w NSDAiP. Sprzątnięto też von Schleichera, a wraz z nim – jak potem utrzymywano – resztki socjalizmu w Niemczech.

W 1938 roku Stalin znowu napotkał opozycję w partii. I znowu rozprawił się z nią po komunistycznemu. Tym razem była to frakcja „antyradzieckiego bloku prawicy i trockistów”.
Poszły w ruch sądy i zapadły wyroki. I znowu zlikwidowano dużą ilość współtowarzyszy.
Nikt nie bawił się w dodrukowywanie i dawanie paszportów w jedną stronę. Kula w łeb była o wiele tańsza.

Stefan Kisielewski w przypływie złości nazwał frakcję komunistyczną , która pogoniła frakcję stalinowsko-żydowską w 1968 r., „dyktaturą ciemniaków”. Trzeba przyznać, tym trafił w „dziesiątkę”. Bo Gomułka, Moczar i stojący za nimi aparat PZPRowski, reprezentowali w świetle późniejszych faktów, rzeczywiście frakcję ciemnoty politycznej.
Zamiast czepiać się „syjonizmu” i wyciągać na światło dzienne żydowskie nazwiska swoich współtowarzyszy, mogli rzucić hasło „walki z odchyleniami od generalnej linii partii” i stosownie do tego rozprawić się z „brudną pianą, która wypłynęła na fali wydarzeń październikowych przed 11 laty” i nie została w pełni usunięta z PZPR – jak to dobitnie powiedział Gierek 11 marca 1968 w Katowicach. Odchylenie od generalnej linii partii było wówczas wystarczającym powodem, aby wytoczyć żydowskim komunistom procesy, po czym część wystrzelać a drugą część wysłać do więzień i obozów pracy, do których przedtem staliniści żydowscy wysyłali polskich patriotów.

Po takim socjalistycznym rozprawieniu się z frakcją żydowskiej bandy komunistycznej w PZPR, nie byłoby potem głupiego żydowskiego ujadania o „podłości” wobec Żydów, o „antysemityzmie” polskim, o „haniebnym potraktowaniu Żydów”, o „nikczemnościach marca” itp.

Uważam, że stadnina chasydów warszawsko-krakowskich z wokół „Gazety Wyborczej”, „Polityki”, „Tygodnika Powszechnego” i ZNAKu, jest coś winna „dyktaturze ciemniaków” i polskim „antysemitom” z wokół Gomułki, a zwłaszcza M. Moczara: wdzięczność za okazany humanitaryzm. Przecież mogli, zamiast paszportów w jedną stronę, dać im wieloletnie wyroki lub kulę w łeb. Nie stało się jednak tak dlatego, że Gomułka i Moczar ze swą frakcją byli – w przeciwieństwie do tego, co marcowcy usiłują nam wmówić – miernymi stalinowcami.

„Polski rok 1968” J. Eislera jest opracowaniem pseudohistorycznym, dopasowanym faktologicznie a przede wszystkim propagandowo, do kierunku nachalnej polityki historycznej, której celem jest zaciemnienie i zamazanie w świadomości społeczeństwa polskiego rzeczywistości historycznej i politycznej PRL-u. Dzieje się to dlatego, że monopol na kształtowanie polityki historycznej w Polsce, mają od czasu II wojny światowej, ludzie o proweniencji komunistycznej. I nie ma tu znaczenia, że są to dzisiaj ludzie w drugim czy trzecim pokoleniu i że nie byli członkami PZPR. Swoje wykształcenie historyczne i stopnie naukowe zdobyli najczęściej dzięki koneksjom politycznym, etnicznym i klanowym. I w okresie, kiedy etniczni Polacy nie byli dopuszczani na pewne wydziały uniwersyteckie, które były zarezerwowane dla ideologicznie pewnych, przyszłych „inżynierów dusz” takich, prof. Eisler czy Friszke. Polacy mogli być co najwyżej inżynierami rolnictwa i budownictwa. Dzisiaj odbija się to w Polsce na kształcie polityki historycznej, która nie jest polityką polską. Ten stan rzeczy musi ulec zmianie poprzez szersze otwarcie drzwi do IPN dla historyków polskich, niewywodzących się genetycznie ze stadniny byłych kolaborantów stalinowskich.

Władysław Gauza
Oslo, 22 marca 2008

Wersja do druku

Zygmunt Jan Prusiński - 03.04.08 12:42
POD WIATR I Z WIATREM

Pyta się Wanda Stefana: - "Stefciu, ilu jest żydów na świecie"? Stefan odpowiada: - "Więcej ich jest aniżeli Chińczyków"! - "Jak to"? - dziwi się Wanda. - "Widzisz Wańdziuchna, oni nie pracują, oni tylko tę robotę lubią, no wiesz"...

Czytam taką informację:
"Według opinii rozpowszechnionych w Indiach (patrz książka Salmana Rushdie "Ostatnie westchnienie Maura" z 1985 roku), "II Wojna Światowa w Europie polegała na tym, że pobiły się ze sobą rozmaite odmiany żydów".

Zatem po wojnie w Polsce (rządziły rozmaite odmiany żydów) i teraz także Polską (rządzą rozmaite odmiany żydów), dlatego nam Polakom jest żle żyć w Polsce, dlatego jest taka patologia biedy i nędzy !

Dziś, te (różne frakcje żydów) w sejmie kłócą się jak hieny przy pokarmie. Ofiarą jest kto ? POLSKA !

Pozdrawiam Czytelników
Zygmunt Jan Prusiński
(narodowy poeta - niezależny publicysta)
3 kwietnia 2008 r.

Polacy - 31.03.08 0:03
Polacy nie są antysemitami.To pojęcie utworzyli sami żydzi .Premier w Stanach obiecał im oddanie pieniędzy/ok.60 mld./.Potwierdził ich mniemanie o zabijaniu żydów przez Polaków.Czyli premier Polski wystąpił przeciw Polsce i Polakom.Czy to jest Polak?czy innej narodowości syn?Odpowiedzcie sobie kochani.Czas ucieka.

Wszystkich komentarzy: (2)   

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami naszych Czytelników. Gazeta Internetowa KWORUM nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

16 Lipca 1965 roku
Otwarto tunel pod Mont Blanc, łączący Francję z Włochami. Budowano go 6 lat, ma 11,6 km długości.


16 Lipca 1918 roku
Na rozkaz Lenina komuniści wymordowali całą rodzinę carską.


Zobacz więcej