Środa 16 Października 2019r. - 289 dz. roku,  Imieniny: Ambrożego, Florentyny

| Strona główna | | Mapa serwisu 

dodano: 31.07.07 - 21:13     Czytano: [1974]

Z prądem płyną tylko...

... śmiecie



"A teraz to nie będzie mnie na żadnym zdjęciu zbiorowym" - napisał Zbigniew Herbert, żegnając się z życiem i ze światem w ostatnim tomie poetyckim "Epilog burzy". Czy miał przeczucie, że będzie umierał, gdy za oknem szaleć będzie burza? Tego się nigdy nie dowiemy. 28 lipca minęło dziewięć lat od jego śmierci.

Ciekawe, kogo by dziś wzywał na pojedynek na ubitej ziemi i jakich by wyznaczył sekundantów, bo był niezmiennie surowym recenzentem współczesności. Żywo interesował się tym, co działo się w kraju i na świecie. W jednym z wywiadów udzielonych "Tygodnikowi Solidarność" w ostatnich latach życia powiedział znamienne słowa: "Wielu z nas sądziło, że po 1989 roku, choć nie zbudujemy od razu raju na ziemi, to przynajmniej otrząśniemy się z dawnego kłamstwa. Nie było to możliwe, ponieważ ludzie nie stworzyli języka prawdy". O tę prawdę i jej język ciągle toczy się walka. A otrząsanie z kłamstwa trwa tak długo, że wielu się tym zmęczyło. Na szczęście stworzony przez poetę bohater literacki Pan Cogito zostawił nam swoje przesłanie. Niezmiennie przypomina, czym jest wierność, prawda, dawanie świadectwa, nieskazitelność moralna. I że trzeba iść przez życie w "postawie wyprostowanej", aby dawać świadectwo, choć człowiek jest istotą niedoskonałą. Jego noga lewa "skłonna do podskoków, taneczna" ściąga swego właściciela na pełną pokus, beztroską i asekurancką drogę zmysłowego powabu świata. Druga - pragnie go prowadzić odległą od rzeczywistości drogą wyniosłego idealizmu. Dlatego człowiekowi tak ciężko zachować równowagę i podążać w pozycji wyprostowanej.

Ale Herbert nie usiłował przekonywać, jak Leibnitz, że żyjemy w najlepszym ze światów. Doświadczony przez los, jak całe pokolenie Kolumbów, dostrzegał i boleśnie przeżywał okrucieństwo czasu wojny i lat komunizmu. Jego Pan Cogito zdążył się jednak nauczyć heroicznej gotowości doświadczania do końca wszystkiego, co mu się przydarza. Przede wszystkim cierpienia, ale mimo to chciał żyć w taki sposób, by zachować twarz. Gdy brylujący na salonach władzy Czesław Miłosz pisał, że w tamtych czasach można się było odzywać tylko "skrzekiem karłów", nieuznający życiowych kompromisów Herbert odmówił uczestnictwa w wygodnym życiu konformistów. Pisał pod prąd, z prądem bowiem - jak twierdził - płyną tylko śmiecie. W 1951 wystąpił ze względów politycznych i moralnych ze Związku Literatów Polskich.
Był poetą niepokornym. Prof. Zdzisław Najder, jego przyjaciel, uważa, że Herbert był bardzo pryncypialny, choć tym pryncypializmem nie wymachiwał. - To była naprawdę odmowa kłamania, a nie udawanie buntu. Wszystko wynikało z jego podstawowego wyboru moralnego - mówi Najder. I dodaje: - Wszyscy jesteśmy jego dłużnikami.

Cwaniactwo i podwójna moralność, nawet jeśli opłacają się finansowo właściwie w każdym czasie, Herbertowi były odległe. W PRL poeta długi czas pracował jako bibliotekarz, w sklepie, w spółdzielni pracy czy zakładach przemysłu torfowego. Nie wydawano jego utworów. W latach 1977-1981 przebywał za granicą. Potem odrzucił zaloty tzw. lewicy laickiej, wdając się w spór ze środowiskiem skupionym wokół "Gazety Wyborczej". Wtedy zwrócił się w stronę "Tygodnika Solidarność". Pierwszy raz opublikował swój utwór na naszych łamach w czerwcu 1981. Była to przypowieść "Z dziejów Firmy. (Czerwiec 1976)". Dedykował ją Lechowi Bądkowskiemu, pisarzowi, dziennikarzowi i działaczowi pierwszej Solidarności. Podczas "karnawału Solidarności" Herbert wrócił do kraju, wszedł w czynne życie literackie i publiczne. Uczestniczył w redagowaniu niezależnego "Zapisu", brał udział w odsłonięciu pomnika ofiar Czerwca w Poznaniu i wielu innych przedsięwzięciach solidarnościowych. Stan wojenny przeżył w kraju, spotykając się z czytelnikami w kościołach, na uczelniach. Wydawnictwa podziemne publikowały jego poezję i książki o nim. Potem znów wyjechał na Zachód. Na łamy Tygodnika powrócił wywiadem Andrzeja Tadeusza Kijowskiego "Jak tu teraz żyć?". W tym samym numerze wydrukował wiersz - wspomnienie miasteczka "Rovigo". Gościł na naszych łamach coraz częściej. Potem opublikował "Ciemniaka", komentarz do uniewinnienia, po 10 latach od śmierci księdza Jerzego Popiełuszki, oficerów SB - Ciastonia i Płatka.

Herbert zaangażował się mocno w obronę Ryszarda Kuklińskiego. Włączył się oficjalnie do zainicjowanej przez Tygodnik akcji zbierania podpisów na rzecz rehabilitacji pułkownika skazanego w stanie wojennym na karę śmierci. Wystosował wtedy list do Lecha Wałęsy, a ponieważ prezydent nie raczył odpowiedzieć, opublikował go na naszych łamach. "To, czego ośmielam się domagać, nie jest prośbą o łaskę, o którą pułkownik Kukliński nie zabiega, ani także o uniewinnienie, ponieważ nigdy nie był on winny - ale dokonanie wreszcie elementarnego aktu sprawiedliwości" - pisał. Występował też w obronie niepodległości Czeczenii, drukując w TS list do prezydenta Dudajewa. Krytykował mentalność postkomunistyczną, co poróżniło go ze środowiskiem poprawnej politycznie "Gazety Wyborczej". Poeta nie mówił ogródkami. Np. odmowę spotkania z Michnikiem uzasadniał: "Nie mogę spotkać się z człowiekiem, na którego jednym kolanie siedzi Jaruzelski, na drugim Kiszczak". W ostatnich latach życia, gdy był już przykuty do łóżka, Herbert dwukrotnie udzielił Tygodnikowi ważnych wywiadów. Za niektóre wyrażane w nich opinie był ostro atakowany.

Nie uspokoiło się wokół Herberta również po jego śmierci. Długo toczył się bój o pozostawienie w kraju archiwum poety. Zrodził się bowiem pomysł, aby jego zbiory trafiły do Stanów Zjednoczonych i zostały sprzedane Bibliotece Rzadkich Książek i Rękopisów Beinecke. Jednocześnie wymyślono, że zostanie powołana fundacja, która będzie finansowała stypendia dla osób chcących zajmować się opracowywaniem rękopisów poety. Na łamach Tygodnika pojawił się wówczas wywiad z dyrektorem Muzeum Literatury w Warszawie, przyjacielem poety, Januszem Odrowąż-Pieniążkiem a także opinie na ten temat prof. Najdera i Trznadla. Zbiory Herberta w ojczyźnie udało się zatrzymać ostatecznie w grudniu ub.r., gdy premier Jarosław Kaczyński wyłożył na stół odpowiednią sumę. Archiwum trafiło do Biblioteki Narodowej. Zaś sejm, na wniosek ministra Kazimierza Michała Ujazdowskiego ogłosił rok 2008 Rokiem Herberta.

Alicja Dołowska
Tyg. Solidarność

Wersja do druku

Marzenna - 03.08.07 19:53
Herbert, Cześć Jego Pamięci!

Wszystkich komentarzy: (1)   

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami naszych Czytelników. Gazeta Internetowa KWORUM nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

16 Października 2004 roku
Zmarł Tomasz Strzembosz, polski historyk, honorowy przewodniczący ZHR (ur. 1930)


16 Października 1805 roku
Urodził się Julian Ordon, oficer Wojska Polskiego (zm. 1887)


Zobacz więcej